Wziąłem się za przygotowanie felg (pisałem o nich w poście: ATS PHONEDIALS) zgodnie z moją koncepcją. Naszlifowałem się jak cholera i napolerowałem. Lakierem zajął się znajomy lakiernik. Czarny półmat. Nie mogłem od razu nacieszyć się nimi bo leżałem wtedy w szpitalu. Tata odebrał za mnie felgi, a siostra wysłała mi MMS'em ich zdjęcia. Wyszło naprawdę bardzo ładnie. Kupiłem także nowe opony NANKANG 165/55 R13.
ATS PHONEDIALS
Etykiety: ats , custom , phonedials
W końcu odnalazłem moje wymarzone felgi! ATS PHONEDIALS 13"/6" et32! Piękne! Polerowane ranty i biały środek. Nie pasowały jednak do końca do mojej koncepcji. Środki postanowiłem przemalować na czarno, a ranty dopolerować. Przymiarka felg na auto... i... niestety. Oryginalne szpilki są za krótkie! Kolejna "robota". Zakupiłem więc szpilki z Wartburga o długości 40 mm zamiast 28 mm. Z tyłu wymiana była prosta. Z przodu to inna sprawa, ale udało się. W końcu można było zupełnie poważnie przymierzyć felgi. Cholera! Kolejny problem! Z przodu felgi nie chciały pasować. Ocierały wewnętrznym rantem o zwrotnice. Trzeba wsadzić dystans, ale wtedy szpilki będą za krótkie i konieczna będzie kolejna wymiana szpilek. Trudno. Trzeba przecież dopasować felgi!
Do roboty panowie!
Etykiety: opowieści , silnik , układ hamulcowy
"Auto zdobyte! Teraz wszystko pójdzie jak z płatka! Chwila roboty, trochę kasy i mam mojego wymarzonego Trabanta!" - tak właśnie myślałem na samym początku. Prawda okazała się trochę inna... a właściwie zupełnie inna.
Stan auta po zakupie naprawdę wydawał się oszałamiający. Jednak... auto nie miało w ogóle hamulców z tyłu! Szczęki wytarte i niedziałające cylinderki! Zrozumiałą więc sprawą było zabranie się za remont układu hamulcowego. We wszelkich pracach od początku mogłem liczyć na mojego ojca - Andrzeja i Pana Zygmunta - jego dobrego kolegę, który dysponuje sporym, dobrze wyposażonym garażem z kanałem i ma doświadczenie jako mechanik samochodowy i nie tylko. Odkręcenie wielu zastanych i zapieczonych od lat śrub nie było takie łatwe... ale to wiadomo. Trzeba było się sporo nabiedzić żeby to wszystko ruszyć. Prace kosztowały sporo czasu. Ja niespecjalnie znałem się na mechanice Trabanta, mój ojciec podobnie, Pan Zygmunt kiedyś jakiegoś "robił" ale po latach już niewiele pamiętał. Problemem okazał się także brak czasu Pana Zygmunta. Na moje auto czas był zawsze wieczorami, gdy już wrócił z pracy i miał trochę wolnego. Nie raz zabieraliśmy się za coś i nie za dużo udało się zrobić bo zastawała nas ciemna noc.
Zrobiliśmy jednak w końcu remont tylnych hamulców. Nowe szczęki, cylinderki, odświeżenie bębnów, nowe przewody. Samochód zaczął hamować o wiele lepiej! Na zabranie się za przód jakoś nie było nigdy czasu, ale trudno. Ich stan nie był jeszcze zły.
Następna rzecz jaka mnie denerwowała to nierówno pracujący silnik. Diagnoza Pana Zygmunta wykazała, że może być to gaźnik. Zakupiłem wszystkie nowe uszczelki gaźnika. Przystąpiliśmy do usunięcia usterki. Okazało się, że gaźnik złożony był bez uszczelek! Masakra. Czyszczenie, przedmuchiwanie dysz. Składanie i regulacja. Czyszczenie odmy i nowe przewody do niej. Praca poprawiła się znacznie. Choć nie jest nadal idealna.
Stan auta po zakupie naprawdę wydawał się oszałamiający. Jednak... auto nie miało w ogóle hamulców z tyłu! Szczęki wytarte i niedziałające cylinderki! Zrozumiałą więc sprawą było zabranie się za remont układu hamulcowego. We wszelkich pracach od początku mogłem liczyć na mojego ojca - Andrzeja i Pana Zygmunta - jego dobrego kolegę, który dysponuje sporym, dobrze wyposażonym garażem z kanałem i ma doświadczenie jako mechanik samochodowy i nie tylko. Odkręcenie wielu zastanych i zapieczonych od lat śrub nie było takie łatwe... ale to wiadomo. Trzeba było się sporo nabiedzić żeby to wszystko ruszyć. Prace kosztowały sporo czasu. Ja niespecjalnie znałem się na mechanice Trabanta, mój ojciec podobnie, Pan Zygmunt kiedyś jakiegoś "robił" ale po latach już niewiele pamiętał. Problemem okazał się także brak czasu Pana Zygmunta. Na moje auto czas był zawsze wieczorami, gdy już wrócił z pracy i miał trochę wolnego. Nie raz zabieraliśmy się za coś i nie za dużo udało się zrobić bo zastawała nas ciemna noc.
Zrobiliśmy jednak w końcu remont tylnych hamulców. Nowe szczęki, cylinderki, odświeżenie bębnów, nowe przewody. Samochód zaczął hamować o wiele lepiej! Na zabranie się za przód jakoś nie było nigdy czasu, ale trudno. Ich stan nie był jeszcze zły.
Następna rzecz jaka mnie denerwowała to nierówno pracujący silnik. Diagnoza Pana Zygmunta wykazała, że może być to gaźnik. Zakupiłem wszystkie nowe uszczelki gaźnika. Przystąpiliśmy do usunięcia usterki. Okazało się, że gaźnik złożony był bez uszczelek! Masakra. Czyszczenie, przedmuchiwanie dysz. Składanie i regulacja. Czyszczenie odmy i nowe przewody do niej. Praca poprawiła się znacznie. Choć nie jest nadal idealna.
Co dalej?
Etykiety: 601 look , opowieści , projekty
Na takie pytanie próbowałem odpowiedzieć sobie na długo przed zakupem mojego trabanta. Wszystko zaczęło się od jakiegoś pomysłu i na tej podstawie budowało się marzenie, wizja samochodu. Pisząc o planach na to auto muszę kolejny raz wspomnieć o projekcie trabiCustomizer.com. Bardzo nie lubię się powtarzać, ale tym razem chyba nadszedł czas na rozwinięcie tego tematu.
Projekt ten z początku miał być tylko wektorowym rysunkiem, szkicem mojej wizji trabanta. Szybko jednako okazało się, że nie mam do końca spójnej wizji. W głowie cała sterta pomysłów. Brak zdecydowania na konkretne felgi, brak zdecydowania co do koloru, zderzaków. Żeby ułatwić sobie "projektowanie", umieściłem wstępnie wykonany rysunek trabanta we Flash'u, dodałem klipy zawierające w poszczególnych klatkach różne wersje felg i zderzaków oraz zrobiłem warstwę odpowiadającą za zmianę koloru nadwozia. Później okazało się, że nie wiem czy moje auto ma być sedanem ("limuzyna") czy wersją kombi ("universal"). Powstał zatem drugi rysunek nadwozia. Braki kolejnych dodatków wymusiły na mnie kolejne modyfikacje. Narzędzie do stworzenia projektu rozrastało się. Nie posiadało menu zrozumiałego dla każdego użytkownika, ale ja sobie przecież świetnie radziłem i wiedziałem co i jak.
Nie pamiętam jak doszedłem do pomysłu podzielenia się tym projektem ze światem. Niewątpliwie inspiracją były dla mnie podziwiane od zawsze projekty spod znaku BusSelecta.com. Oczywiście mój projekt przez to nie mógł być oryginalny. Ogólny wygląd i zasada działania miały być takie same aby uprościć obsługę. Nie uważam jednak abym popełnił tu jakiś plagiat.
W końcu przyszedł czas na wdrożenie pierwszej wersji w życie. Zakupiłem domenę, "załatwiłem" serwer. Program się powoli rozrastał i zmieniał. W chwili obecnej nie mam tyle czasu co wcześniej aby poświęcić go na ten projekt. Musiałem ustalić priorytety, ale nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa w tym projekcie.
W programie przeprowadziłem szereg różnych zestawień i miałem kilka projektów spośród których musiałem wybrać ten jeden jedyny projekt. Sprawa nie była łatwa i dokonanie wyboru trwało jeszcze sporo czasu po zakupie auta, ale wreszcie zdecydowałem się jak ma wyglądać moje auto.
Ogólny zarys projektu powstał. Niektóre szczegóły tkwią w mojej głowie, niektóre ciągle zmieniam i podejmuje decyzje na bieżąco, niektóre musiały ulec zmianą z przyczyn niezależnych ode mnie. Ogólnie jednak plan był taki: 601 look, czerwone klosze lamp z tyłu, ats phonedials, aluminiowe elementy, obłe zderzaki, seryjny kolor nadwozia i brązowy kolor dachu. Z resztą wszystko widać na rysunku.
Projekt ten z początku miał być tylko wektorowym rysunkiem, szkicem mojej wizji trabanta. Szybko jednako okazało się, że nie mam do końca spójnej wizji. W głowie cała sterta pomysłów. Brak zdecydowania na konkretne felgi, brak zdecydowania co do koloru, zderzaków. Żeby ułatwić sobie "projektowanie", umieściłem wstępnie wykonany rysunek trabanta we Flash'u, dodałem klipy zawierające w poszczególnych klatkach różne wersje felg i zderzaków oraz zrobiłem warstwę odpowiadającą za zmianę koloru nadwozia. Później okazało się, że nie wiem czy moje auto ma być sedanem ("limuzyna") czy wersją kombi ("universal"). Powstał zatem drugi rysunek nadwozia. Braki kolejnych dodatków wymusiły na mnie kolejne modyfikacje. Narzędzie do stworzenia projektu rozrastało się. Nie posiadało menu zrozumiałego dla każdego użytkownika, ale ja sobie przecież świetnie radziłem i wiedziałem co i jak.
Nie pamiętam jak doszedłem do pomysłu podzielenia się tym projektem ze światem. Niewątpliwie inspiracją były dla mnie podziwiane od zawsze projekty spod znaku BusSelecta.com. Oczywiście mój projekt przez to nie mógł być oryginalny. Ogólny wygląd i zasada działania miały być takie same aby uprościć obsługę. Nie uważam jednak abym popełnił tu jakiś plagiat.
W końcu przyszedł czas na wdrożenie pierwszej wersji w życie. Zakupiłem domenę, "załatwiłem" serwer. Program się powoli rozrastał i zmieniał. W chwili obecnej nie mam tyle czasu co wcześniej aby poświęcić go na ten projekt. Musiałem ustalić priorytety, ale nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa w tym projekcie.
W programie przeprowadziłem szereg różnych zestawień i miałem kilka projektów spośród których musiałem wybrać ten jeden jedyny projekt. Sprawa nie była łatwa i dokonanie wyboru trwało jeszcze sporo czasu po zakupie auta, ale wreszcie zdecydowałem się jak ma wyglądać moje auto.
Ogólny zarys projektu powstał. Niektóre szczegóły tkwią w mojej głowie, niektóre ciągle zmieniam i podejmuje decyzje na bieżąco, niektóre musiały ulec zmianą z przyczyn niezależnych ode mnie. Ogólnie jednak plan był taki: 601 look, czerwone klosze lamp z tyłu, ats phonedials, aluminiowe elementy, obłe zderzaki, seryjny kolor nadwozia i brązowy kolor dachu. Z resztą wszystko widać na rysunku.
Początek
Etykiety: ciekawostki , opowieści , relacje , sesje
Sam już nie wiem kiedy w mojej głowie narodził się pomysł na Trabanta, szybko jednak zaczął kiełkować i dorastać. Od razu wiedziałem, że mój Trabant nie będzie jakże klasycznym już Trabantem 601 wyposażonym w dwucylindrowy, dwusuwowy silnik. Zdecydowałem się na model 1,1 posiadający czterocylindrowy, czterosuwowy silnik 1043HZ pochodzący z VW Polo. Szukałem mojego Trabanta na wszystkie możliwe sposoby i jednocześnie tworzyłem projekt, który jeszcze bardziej przekonywał mnie do własnego Trabanta. Tym projektem był trabiCustomizer.com, ale to zupełnie inny temat.
Po dość długich poszukiwaniach znalazłem mój wymarzony egzemplarz. Założenie było proste. Samochód musi być w jak najlepszej kondycji blacharskiej (tak tak... Trabant wbrew powszechnemu przekonaniu, iż jest autem z "plastiku" faktycznie jest blaszanym "szkieletem" pokrytym duroplastem) co nie było tak łatwe w realizacji. Najważniejsze elementy blacharskie auta w wielu egzemplarzach jakie oglądałem wymagały wielu poważnych bardziej lub mniej napraw. W końcu jednak udało się odszukać Trabanta dla mnie dzięki pomocy "trabanciarzy" z Gniezna. Długo się nie zastanawiałem. Rozmowa z ojcem, który cały czas pomagał mi w odnalezieniu najlepszego egzemplarza i decyzja... jedziemy do Gniezna! Jak pomyśleliśmy tak też zrobiliśmy.
Był pamiętny dzień 11 sierpnia 2007 roku. W Gnieźnie czekał na nas John'ek. Zaprowadził nas do właściciela po drodze opowiadając o aucie, które wcześniej już wstępnie oglądał. Był to beżowy sedan rocznik '91. Po dojechaniu na miejsce i zobaczeniu auta byłem już mocno nakręcony... wtedy dostałem kluczyki i odbyłem jazdę próbną. Wsiadłem... małe zdziwienie... przekręcam kluczyk w stacyjce a tu nic. Już miałem powiedzieć, że chyba coś jest nie tak, gdy właściciel pokazuje mi na przycisk w obudowie kolumny kierowniczej mówiąc, że tu jest starter. Egzemplarze, które wcześniej oglądałem takich patentów nie posiadały... w tym ponoć było to od nowości choć nie sądzę. Patent jednak spodobał mi się! Auto odpaliło od razu po dotknięciu przycisku. Ruszyliśmy. Odszukanie każdego biegu nie sprawiało problemu w przeciwieństwie do Trabantów, którymi wcześniej jeździłem. Auto zbierało się ładnie... problem jakiś był w hamulcach jak okazało się później, bo z początku myślałem po prostu, że dwusekcyjny układ hamulcowy Trabanta bez jakiegokolwiek wspomagania, na lepsze hamowanie nie pozwala. Blacharka, która była dla mnie tak ważna po ocenie jaskółki, progów i podłogi została przez nas (ja, ojciec, John'ek) sklasyfikowana jako dobra! Tylny pas posiadał naloty rdzy... przedni też... ale to nie problem.
Transakcja nastąpiła zupełnie bezproblemowo. Cena (o której nie wypada pisać) zadowoliła jak sądzę obie strony. Spisanie umowy nastąpiło szybko, ale jak się okazało to nie był koniec. Sprzedający miał w komórce jeszcze sporo części, które dodał mi w cenie samochodu! Wśród nich zestaw czterech dodatkowych, oryginalnych kół, dwa koła z VW Golfa, zapasowe światła, części mechaniczne... ogólnie karton części.
Trasa do Łodzi nie sprawiła także problemów! Jechaliśmy autostradą... ja pierwszy, a za mną ojciec w Octavii. Jechaliśmy dość długo, ale nie znałem jeszcze tego auta i nie przekraczaliśmy 100 km/h.
Po dotarciu do domu byłem strasznie szczęśliwy i dumny! Następnego dnia jednak wyjeżdżałem na wakacyjny wypoczynek, więc już na samym starcie rozstałem się z autem na dłuższy czas.
Na koniec tego przydługiego posta pierwsze zdjęcia auta.
Po dość długich poszukiwaniach znalazłem mój wymarzony egzemplarz. Założenie było proste. Samochód musi być w jak najlepszej kondycji blacharskiej (tak tak... Trabant wbrew powszechnemu przekonaniu, iż jest autem z "plastiku" faktycznie jest blaszanym "szkieletem" pokrytym duroplastem) co nie było tak łatwe w realizacji. Najważniejsze elementy blacharskie auta w wielu egzemplarzach jakie oglądałem wymagały wielu poważnych bardziej lub mniej napraw. W końcu jednak udało się odszukać Trabanta dla mnie dzięki pomocy "trabanciarzy" z Gniezna. Długo się nie zastanawiałem. Rozmowa z ojcem, który cały czas pomagał mi w odnalezieniu najlepszego egzemplarza i decyzja... jedziemy do Gniezna! Jak pomyśleliśmy tak też zrobiliśmy.
Był pamiętny dzień 11 sierpnia 2007 roku. W Gnieźnie czekał na nas John'ek. Zaprowadził nas do właściciela po drodze opowiadając o aucie, które wcześniej już wstępnie oglądał. Był to beżowy sedan rocznik '91. Po dojechaniu na miejsce i zobaczeniu auta byłem już mocno nakręcony... wtedy dostałem kluczyki i odbyłem jazdę próbną. Wsiadłem... małe zdziwienie... przekręcam kluczyk w stacyjce a tu nic. Już miałem powiedzieć, że chyba coś jest nie tak, gdy właściciel pokazuje mi na przycisk w obudowie kolumny kierowniczej mówiąc, że tu jest starter. Egzemplarze, które wcześniej oglądałem takich patentów nie posiadały... w tym ponoć było to od nowości choć nie sądzę. Patent jednak spodobał mi się! Auto odpaliło od razu po dotknięciu przycisku. Ruszyliśmy. Odszukanie każdego biegu nie sprawiało problemu w przeciwieństwie do Trabantów, którymi wcześniej jeździłem. Auto zbierało się ładnie... problem jakiś był w hamulcach jak okazało się później, bo z początku myślałem po prostu, że dwusekcyjny układ hamulcowy Trabanta bez jakiegokolwiek wspomagania, na lepsze hamowanie nie pozwala. Blacharka, która była dla mnie tak ważna po ocenie jaskółki, progów i podłogi została przez nas (ja, ojciec, John'ek) sklasyfikowana jako dobra! Tylny pas posiadał naloty rdzy... przedni też... ale to nie problem.
Transakcja nastąpiła zupełnie bezproblemowo. Cena (o której nie wypada pisać) zadowoliła jak sądzę obie strony. Spisanie umowy nastąpiło szybko, ale jak się okazało to nie był koniec. Sprzedający miał w komórce jeszcze sporo części, które dodał mi w cenie samochodu! Wśród nich zestaw czterech dodatkowych, oryginalnych kół, dwa koła z VW Golfa, zapasowe światła, części mechaniczne... ogólnie karton części.
Trasa do Łodzi nie sprawiła także problemów! Jechaliśmy autostradą... ja pierwszy, a za mną ojciec w Octavii. Jechaliśmy dość długo, ale nie znałem jeszcze tego auta i nie przekraczaliśmy 100 km/h.
Po dotarciu do domu byłem strasznie szczęśliwy i dumny! Następnego dnia jednak wyjeżdżałem na wakacyjny wypoczynek, więc już na samym starcie rozstałem się z autem na dłuższy czas.
Na koniec tego przydługiego posta pierwsze zdjęcia auta.








