Jesień w pełni


Zrobiło się zimno, mokro, drzewa gubią kolorowe liście. Piękna "polska jesień". Wszystko to jednak wpływa na mnie rozleniwiająco. Złapałem jesienny nastrój. Przekłada się to także na auto. Może byłoby lepiej gdybym miał teraz choćby jakieś 2 tygodnie wolnego od wszystkich innych zajęć. Mógłbym zabrać się za dokończenie wszystkich modyfikacji jakie zacząłem już dawno temu. Nie jest to niestety możliwe.

Zaciekawiony wczorajszym Trabantem 1,1 znalezionym w internecie postanowiłem poszukać czegoś wiecej o tym aucie. Wiele nie znalazłem. Jedynie filmik: Trabant auf dem Weg nach Anklam 2007. Zupełnie nie wiem co takiego mnie w tym aucie zainteresowało. Może zbliżoność niektórych pomysłów: zderzaki, pozostawiony wlew paliwa, podobna wysokość zawieszenia. Nie wiem. Wszelka motywacja na pewno mi się przyda.

Przy moim aucie dziś jedyne co zrobiłem to udałem się na ustawienie zbieżności. Długo się zbierałem aby tego dokonać. To podejście było czwarte (trzy poprzednie kończyły się niepowodzeniami spowodowanymi zastanymi nakrętkami oraz awarią sprzętu u mechanika) i chyba nie ostatnie. Kierownica nie jeset idealnie ustawiona. W drodze powrotnej od mechanika przejechałem przez las i zrobiłem szybko kilka zdjęć.

Inspiracja


Dziś po całodziennych zajęciach na uczelni opadłem z sił. Totalnie nie chciało mi się już zabrać za jakiekolwiek prace. Wziąłem się zatem za przeglądanie internetu, a skoro tak to oczywiście zacząłem szukać zdjęć Trabantów. Takie zajęcie pozwala mi odzyskać siły psychiczne i zmusza moją mózgownicę do przemyśleń na temat modyfikacji mojego auta. Zainteresował mnie jeden Trabant 1,1, ktorego jakoś wcześniej nie dojrzałem w necie: http://www.flickr.com/photos/ifa-zweitakt/508506307/. Auto nie jest pieczołowicie dopieszczone. Właścicielowi chyba chodziło raczej o styl "rat". Wiele elementów nie jest w "moim stylu", ale jakoś dziwnie to auto na mnie podziałało dzisiaj. Dziwnie, ale pozytywnie.

Naładowany psychicznie chwyciłem kierownicę i ruszyłem dalej ze szlifowaniem jej ramion. Zgrubnie już szlifowanie zakończyłem. Teraz muszę powierzchnię dotrzeć coraz drobniejszymi papierami ściernymi i wypolerować. Tymczasowo wykonałem także inny "znaczek" na kierownicę zastępujący ten orygialny Skody. Jeszcze nie wiem czy mi się podoba.

Tylne lampy


Oryginalne lampy, które montowane były w trabancie 1,1 są moim zdaniem "ciężkie" i unowocześnione "na siłę". Ich niebywałym plusem jednak jest to, iż mają "wbudowane" lampy: przeciwmgłową i wsteczną. Lampy z 601 mają o wiele ładniejszą linię, smukłą i delikatną. Ich wnętrze jednak jest dość archaiczne i$nbsp;ubogie. Postanowiłem zatem wykonać lampy, które będą wyglądały jak te z 601, ale działały jak te z 1,1.

Pierwszą moją konstrukcją były przerobione wkłady z lamp 601. Po odpowiednim ich przemodelowaniu udało mi się dodać do nich oprawkę i odbłyśnik dla dodatkowych świateł. Efekt ten jednak nie był tym czego oczekiwałem.


Wtedy do głowy przyszedł mi zupełnie nowy pomysł. Wkłady z 1,1 w obudowie 601. Po wstępnym przyjrzeniu się sprawie, stwierdziłem, że da się to zrobić, choć może nie będzie to łatwe. Tak właśnie się okazało. Sam nie wiem jak dużo czasu minęło odkąd zacząłem modelowanie tych wkładów. Przerabiałem je wiele razy żeby wszystko najlepiej rozplanować i żeby wszystko do siebie pasowało. Ciągle jeszcze nie jest idealnie i na pewno jeszcze przerobię kilka rzeczy. Ogólny zarys jednak pozostanie już taki jaki jest. Skoro już przerabiałem wkłady, to postanowiłem przerobić także obudowy z 601 tak aby znajdowało się w nich gniazdo na kostką do połączenia elektryki lamp z elektryką samochodu.

Problemem największym wydało mi się dobranie jakiegoś klosza do lamp z 601, który by mógł pasować. Układ świateł w lampie 601 to od góry idąc: kierunkowskaz, światło pozycyjne, światło stopu. Układ świateł w lampie 1,1 to od góry: światło pozycyjne/stopu (dwuwłóknowa żarówka), kierunkowskaz, światło wsteczne/przeciwmgłowe (w zależności czy lampa prawa czy lewa). Moje lampy mają taki sam układ jak 1,1 ale obudowę z 601. Widać zatem, że tradycyjny, oryginalny klosz pomarańczowo-czerwony nie będzie się nadawał. Mógłbym zmienić miejscami kierunkowskazy i światła pozycyjne/stopu ale ciągle nie rozwiązuje to problemu światła wstecznego. Owszem produkowane są całe białe (a dokładnie to przezroczyste) klosze, ale nie jestem ich fanem.

Jak się jednak okazało problem rozwiązał się właściwie sam. Polski producent zamienników kloszy do 601 przez pomyłkę (tak twierdzi sprzedawca) wykonał klosze czerwono-białe. Świetnie! Pasuje jak ulał. Wygląd takich kloszy może nie jest najpiękniejszy, ale może je jeszcze zmodyfikuję. Najpierw jednak skończę całe światła i założę na auto żeby zobaczyć jak to wygląda.

Póki co wykonałem (i to nie w całości) jedną taką lampę. Odbłyśniki jeszcze nie do końca wygładzone i niepomalowane. Klosze, które jak to zamienniki nie chcą idealnie pasować wymagają jeszcze poprawek. Jednak już teraz efekt podoba mi się i uważam, że wykończone będą naprawdę dobre!


Blacharskie rozterki


Naprawy blacharskie to jedyna rzecz, która najbardziej mnie dobija. Szczególnie te elementy, które "blacharz" mi zwyczajnie spartolił. Bardzo nie lubię fuszerek nawet w tak nieważnych dla niektórych miejscach jak podłoga czy nadkole. Te nieudolne naprawy to jedna sprawa. Druga to słaby stan moich przednich nadkoli, a dokładniej rantów w tych nadkolach. Postanowiłem "zdobyć" wszystkie ranty nadkoli, bo nawet jeśli któreś "nie są takie złe" to i tak chcę zrobić wszystkie od nowa.

Tu właśnie zaczynaja się schody. Zdobycie nadkoli lub reperaturek nie jest łatwe. Jest jednak możliwe choć może trochę potrwać. Bardziej dołujacym problemem jest dla mnie brak spawarki i umiejętności spawania. Bardzo mocno się już zastanawiam nad zakupem spawarki i nauką spawania. Na tyle, że oglądam już spawarki i chyba zaczynam odkładać pieniądze na zakup własnej. Bardzo chciałbym umieć spawać i mieć spawarkę, dzięki czemu sam mógłbym dokonać napraw blacharskich mojego auta. Gdybym coś spartolił to bym zrobił jeszcze raz i tak aż do uzyskania zadowalającego mnie efektu. W końcu robię to auto dla siebie!

Wskaźniki


W Trabancie nie pozostanie standardowa plastikowa deska. Diodowe wskaźniki poziomu paliwa i temperatury silnika zastąpię wskaźnikami z Wartburga 353, które udało mi się fartem za śmieszne pieniądze zdobyć na Allegro. Gdy dostałem przesyłkę, nie mogłem przestać się śmiać. Czułem się jak mały dzieciak obdarowany gwiazdkowym prezentem. Najbardziej uczucia takie spotęgowało we mnie opakowanie paczki.


Aluminiowe klamki


Chyba dla większości "trabanciarzy" nie jest to rarytas. "Każdy je ma". Ja jednak cieszę się z moich aluminiowych klamek gdyż "zdobyłem" je razem z białymi podkładkami, które już raczej ciężko zdobyć. Zamierzam jednak przemalować podkładki na czarno. Chyba, że ktoś będzie miał czarne i zechce się wymienić. Mam także białą gumę pod zamek maski bagażnika.

Kolekcjonowanie


Tak w skrócie można nazwać to co przede wszystkim teraz robię, ale nie tylko to. Oprócz tego mam sporo szlifowania i polerowania wszystkich aluminiowych elementów oraz pracę nad przeróbką detali z 601 co akurat idzie mi najgorzej. Ogólnie postępy nie są wielkie zatem. Auto wygląda jak wyglądało. Mój pokój jednak robi się coraz bardziej jak garaż i niedługo nie będzie się w nim jak ruszyć.

Dziś nie zaprezentuję zdjęć z prac. Muszę najpierw trochę ruszyć do przodu. Jednak jak zawsze gdy przychodzi weekend nie mam czasu na auto, ale trudno są ważniejsze sprawy.

Jeśli chodzi o nowości w aucie to w bagażniku zagościła torba na narzędzia, którą dostałem od taty. Jeździła dawno temu w jego Fiacie 125p.

Więcej zmian!


Gdy zaczynałem myśleć o zmianach w moim samochodzie to z początku wydawało mi się, że nie będzie ich dużo. Fakt, że większość zmian to wymiana elementów "nowych" na "stare". Zmiana plastiku na aluminium. Każda taka zmiana jednak powoduje, że zmienia się styl mojego auta.

Nie próbuję z 1,1 zrobić 601. Fakt, że większość charakterystycznych elementów 1,1 zmieniam na te wyglądające jak w 601... ale nie dokładnie na te z 601. Maska i lampy tylne ulegną modyfikacją, o których jeszcze na pewno będę pisał. Nie "pozbędę" się także wlewu paliwa umieszczonego na błotniku, tak charakterystycznego dla modelu 1,1. Nie będę także udawał, że to 601 przez montowanie oryginalnych aluminiowych znaczków "601" i "Trabant", które mam i łatwiej przecież byłoby je założyć niż robić na zamówienie oryginalny wzór z modelu 1,1.

Patrząc na mój projekt trudno dostrzec tu jakiś styl przeróbek. Matowy oryginalny lakier, w którym planuję zrobić tylko poprawki można by podciągnąć pod styl "rat". Nic więcej jednak tego stylu nie reprezentuje. Może poza dobrym stanem technicznym, który niewątpliwie każdy "rat" powinien mieć. Lubię także kultowe dodatki charakterystyczne dla stylu "cult". Ze stylu "german" lubię szerokie felgi i niskie zawieszenie. Z praktycznych powodów (stan dróg w moim mieście) niestety nie zdecydowałem się na radykalne obniżenie mojego auta choć bardzo mi się to marzy. Wolę jednak czerpać przyjemność z codziennej jazdy moim autem niż trzymać je w garażu i tylko cieszyć oko piękną "glebą". Patrząc zatem na ogół zmian myślę, że trudno sklasyfikować moje auto, czego i tak nie lubię. Dla mnie jest to po prostu mój własny custom!

Tak czy inaczej wpadłem w wir! Stałem się maniakiem. Przeszukuję często allegro w poszukiwaniu elementów, które odmienią moje auto. Szukam pomysłów i inspiracji w starych artykułach, gazetach o klasycznych autach, w zdjęciach klasyków. Wygrzebuję z dziadkowej piwnicy czy garażu rożne starocie.

We wszystkim tym staram się jednak być oryginalny. Przeglądam wszelkie materiały, zdjęcia, wszystko co tylko uda mi się znaleźć na "trabantowej scenie" odnośnie przeróbek auta, aby nie robić czegoś tak jak inni. Główkowanie nad własnymi rozwiązaniami pochłania sporo mojego czasu. Lubię to jednak bo to jedyna droga do niepowtarzalności. Mam świadomość, że większość przeróbek zauważą (a może nawet docenią) tylko prawdziwi znawcy tematu. Priorytetem są dla mnie przeróbki, które wyglądają i działają profesjonalnie i oryginalnie!

Rallye


Niedawno zakupiłem także sportową kierownicę z epoki. Pochodzi prawdopodobnie ze skody 105/120. Tak przynajmniej mówi znaczek. Kierownicę ktoś ochydnie oszpecił malując ją okropnym lakierem, ale na szczęście okazało się, że pod nim jest piękne aluminium. Usunąłem zatem lakier. Tata przerobił "nabę", która była na wieloklin na taką pasującą do Trabanta. Znaczy prawie pasującą. Trzeba będzie jeszcze przyciąć tulejkę i nawiercić otwór na klin.

Elementy boczków


Korbki szyb oraz mocowanie uchwytu do zamykania drzwi zamieniłem na aluminiowe. Korbki dostalem od Szymona z Gniezna jako "wynagrodzenie" za kilka projektów graficznych. Uchwyty udało mi się "zdobyć" za nieduże pieniądze na Allegro. Stan aluminiowych mocowań nie był idealny. Wymagały trochę szlifowania i polerowania. Skórzane uchwyty były sparciałę i nie nadawały się do niczego.

Uchwyt


Nie zamierzam zostawić wnętrza standardowego. Wracam do bardziej klasycznego wyglądu. Uchwyt cięgła maski został wymieniony na aluminiowy, które fartem zdobyłem z Trabanta sedana rocznik '86 na śmietniku w Aleksandrowie Łódzkim zanim jeszcze w ogóle miałem własnego Trabanta.

Lusterka


Od czasu zakupu wymieniłem lusterka standardowe (a właściwie standardowe lewe i założone przez kogoś prawe z golfa mk1) na lusterka będące kopią lusterek opla manta. Szybko przestały mi się one jednak podobać. Postanowiłem więc założyć oryginalne lusterka z Trabanta 601, kwadratowe, ale nie te ostatnie tylko model z lat 70. Nie wiem dokładnie z którego roku (według original-trabant takie lusterko wogóle nie występowało). Jedno takie lusterko zdobyłem z Trabanta '72. Drugie udało mi się kupić na Allegro. Nowe, nigdy nie montowane.

Aluminiowe znaczki


W pierwotny projekcie nie zamierzałem mieć na aucie "znaczków". Po przemyśleniu tej sprawy jednak postanowiłem żeby je zostawić, a raczej wymienić na aluminiowe. "(S)" jest oryginalny i pochodzi z Trabanta '72, natomiast "1,1" oraz "IFA Trabant" są wykonane na zamówienie według mojego projektu, techniką WaterJet przez firmę Jarosik.

KING


Felgi to chyba najpoważniejsza zmiana mojego pierwotnego projektu (o kradzieży moich felg ATS PHONEDIALS pisałem w poście: Zły los. Nie chciałem kolejnych ATS PHONEDIALS. Skoro stało się jak się stało to chcę spróbować czegoś innego! Tym razem felgi KING 13"/6" et35. Nie wiem jak nazywa się ten model. Wyglądają jednak jak felgi z Audi 80 wyprodukowane przez firmę Ronal. Różnica tkwi w średnicy (13" zamiast 14"), rozstawie śrub (4x100 zamiast 4x108) oraz osadzeniu (et35 zamiast et45). Oczywiście bez dystansów na przód nie pasują.

Czas na customing


Od początku szukałem auta w najlepszym stanie bo nie zamierzałem brać się za remont "kapitalny". W tym miejscu pewnie wiele osób zawiedzie się. Robię jednak to auto dla siebie. Pewnie, że chciałbym dokonać kompletnego remontu, ale na razie nie widzę takich możliwość, dlatego po różnych mechanicznych zmaganiach chyba przyszedł czas na pomyślenie o customingu. Na realizację wcześniejszego pierwotnego planu choć z wieloma zmianami.

Od teraz postaram się nie zanudzać nikogo długimi postami. Skupię się na zdjęciach i komentowaniu ich. Pokażę kilka części i gadżetów.

Działamy dalej, ale sami


Po mojej małej "osobistej tragedii" związanej z felgami podniosłem się i zacząłem działać dalej. Tym razem już tylko z ojcem. Postanowiliśmy, że tak będzie lepiej. Na swoim, bez pośpiechu. Wtedy chyba aby przetestować naszą sprawność w działaniach Trabant zaprotestował. Zaciski hamulcowe z przodu zaczęły puszczać i lał się z nich płyn hamulcowy. Dokonaliśmy wymiany zacisków na inne po regeneracji. Wymieniliśmy także przewody hamulcowe elastyczne i lewy (krótki, wychodzący bezpośrednio z pompy i prowadzący do przewodu elastycznego) przewód aluminiowy.

Pojeździłem trochę. Nagle zaczęły być słyszalne dziwne piski jakby. Wjechałem do garażu. Zdjęliśmy koła z przodu i okazało sie, że seryjne, elastyczne przewody hamulcowe są za długie do mojego lekko obniżonego zawieszenia i ocierały o półosie. Podwiązaliśmy przewody drutem z gumowym oplotem. Nic nie ociera, ale przydałoby się zmienić te przewody na jakieś krótsze.

Znów trochę pojeździłem. Tym razem na nierównościach zaczęło być słychać jakieś stuki, a podczas hamowania z większych prędkości (od około 100km/h) "telepało" kierownicą. Okazało się, że to sworzeń w prawym przednim wahaczu się rozsypał. Oryginalny i nowy kupić to raczej ciężka sprawa. Używane nie mają sensu, a zamienniki osiągają astronomiczne ceny przy ich słabej jakości. Zakupiłem regenerowany, który nie był tani, ale tak to już jest z Trabantem, że trzeba zacisnąć czasem zęby i płacić. Wymiana przysporzyła nam nielada problem. Nakrętka mocująca stabilizator nie chciała za nic puścić. Tata próbując to ruszyć złamał nawet bardzo dobry klucz! Kupiliśmy zatem palnik gazowy i odkręciliśmy ją na gorąco! Kolejna udana robota.

Mechanicznie wszystko zaczęło się układać. Postanowiłem więc wziąć się za konserwację blachy. Na podłodze rudo było pod nogami kierowcy, zatem dzielnie druciakiem na wiertarce usunąłem cały nalot. Niestety oczom mym ukazała się nieduża dziura. W prawym nadprożu było podobnie. Sytuacja powtórzyła się także w lewym tylnym nadkolu. Wyczyściłem zatem wszystko i przemalowałem czasowo farba antykorozyjną. Tydzień później auto pojechało do znajomego blacharza, który miał wszystko to naprawić. Po dwóch dniach miałem odebrać auto. Jak się okazało nie robił go osobiście tylko dał do zrobienia bratu. Podłoga zrobiona nieładnie, nadkole średnio, nadproże najlepiej. Ogólnie nie podoba mi się to! Pewnie będą dokonywać poprawki... ale tym razem postanowiłem, że dokładnie przygotuję te miejsca a oni tylko zrobią spawy. Wtedy pewnie także dam im do wspawania nowe ranty nadkoli. Najpierw jednak muszę zdobyć potrzebne elementy blacharskie. Ale to jeszcze nie jest pewny plan. Ostatnio coraz częściej myślę o zakupie własnej spawarki...

Zły los


Zawieszenie gotowe. "Teraz wszystko pójdzie już z górki!" - pomyślałem. Złośliwość losu... Boga... czy nie wiem czyja, jednak nie pozwoliła na realizację mojej myśli. Zostałem okradziony. Straciłem moje wychuchane, wypieszczone, pięknie wyglądające felgi ATS PHONEDIALS... wraz z świeżo nałożonymi na nie oponami NANKANG 165/55 R13 (o zakupie felg pisałem w poście: ATS PHONEDIALS, zaś o zakupie opon i lakierowaniu felg w poście: Lakier felg ATS). Nie ukrywam, że łzy mi poleciały. Nie mogłem się z tym długo pogodzić i nadal się nie pogodziłem! Wiem jednak, że nie ma co się załamywać. Trzeba działać dalej! Ponad wszelkie niepowodzenia i nieprzychylności! To właśnie wydarzenie chyba wzmocniło mnie i to bardzo! Teraz mam jeszcze więcej pomysłów! Jeszcze bardziej będę walczył o ich realizację! Nie dam się tak łatwo pokonać!

Po wszystkich doświadczeniach wiem także, że posiadanie niepowtarzalnego auta nie jest łatwe! Jest jednak niesamowicie nakręcające i motywujące do działania!

Obniżamy zawieszenie


Przyszedł czas na pomyślenie o obniżeniu zawieszenia. Przeszukałem internetowe fora, strony klubowe i inne źródła. Byłem teoretycznie gotów. Z dużą dozą niepewności w niektórych kwestiach, ale jak mi się wydawało, podstawową wiedzę miałem. Zdecydowałem się na obcięcie sprężyn standardowych z przodu o 3 zwoje a z tyłu o 2. Postanowiłem całość robić na drugim komplecie. Tylnych sprężyn miałem kilka kompletów, na przód zaś żadnego, ale mój tata dzielnie przeszukał złom nieopodal mojej działki i wyczaił pasujące wymiarami sprężyny z Audi/VW. Z grubszego i twardszego pręta. Tak dobrany zestaw sprężyn trafił do znajomego kowala, gdzie sprężyny uległy skróceniu, zahartowaniu i utwardzeniu.


Wyszły bardzo dobrze. Do załatwienia pozostała kwestia amortyzatorów, ale podobno na przód można wsadzić wkłady z VW Polo 86C, a na tył przerobić amortyzatory przednie z Poloneza. Zakupiłem amortyzatory do Polo obniżające niby i amortyzatory z Poloneza. Tata zajął się przeróbką tych drugich. Wszystko było gotowe do montażu.


Znów spotkanie naszej trójki. Rozebraliśmy zawieszenie i zaczęliśmy składanie na "nowych" elementach. Co się okazało? Amortyzatory z Polo 86c ten model, który posiadałem nie da się umieścić w odbudowie przedniego amortyzatora trabanta, a nawet gdyby się dało, to jego skok nadal byłby zbyt duży! Tylne amortyzatory, czyli przerobione przednie amortyzatory Poloneza, także miały za duży skok! Pan Zygmunt denerwował się, że za co się bierzemy to nie pasuje i że ma dość takiej roboty. Starałem się wraz z ojcem go uspokoić i mówić, że tak to jest z przeróbkami, że trzeba trochę poświęcenia, kombinowania i wszystko się zrobi, ale on za bardzo się zdenerwował. Taka sytuacja zdenerwowała mnie i ojca. Cóż... trudno. Składamy tak jak było.

Sprawa zawieszenia nie dawała mi spokoju. Przypomniałem sobie jego budowę jeszcze raz i zacząłem szukać szkiców, rysunków technicznych i informacji na jego temat. Rozebrałem amortyzatory, które leżały w garażu i wymyśliłem. "Skróćmy skok oryginalnych amortyzatorów!" - powiedziałem do ojca i wyjaśniłem moją koncepcję. Przekonałem go. Pojechaliśmy do Pana Zygmunta, opowiedzieliśmy o pomyśle na co on się wkurzył i powiedział, że to na pewno nie da rady! Wysłuchaliśmy jego braku argumentów i powtarzania na każdy nasz argument pustych słów: "To na pewno nie zadziała!" i wróciliśmy do domu.

Przyszedł czas by wziąć sprawy we własne ręce! Wysprzątaliśmy z ojcem własny garaż, bez kanału i malutki w porównaniu z tym u Pana Zygmunta... ale trudno. Przynajmniej nie trzeba będzie słuchać narzekania, ciągłych pretensji i nerwów! Postawiliśmy auto na kobyłki. Rozebraliśmy zawieszenie i amortyzatory. Pomierzyliśmy wszystkie niezbędne wymiary. Tak skończył się pierwszy wieczór naszych działań.

Na podstawie wykonanych przeze mnie pomiarów tata wykonał niezbędne tuleje dystansowe do nasunięcia na tłoczyska. Z przodu tuleję o wysokości 80 mm, a z tyłu 50 mm, co powodowało skrócenie skoku amortyzatorów o takie właśnie wartości. Był to skok idealnie dobrany do wcześniej wykonanych sprężyn. Taka zmiana skoku amortyzatora nie powoduje także specjalnej zmiany charakterystyki jego pracy. W celu utwardzenie amortyzatorów, tata wyszukał odpowiedni olej hydrauliczny o gęstości większej (i mniejszej ściśliwości mechanicznej zarazem) niż olej w standardowym amortyzatorze.

Zaczęliśmy składanie wszystkiego. Trwało to jeszcze 4 czy 5 wieczorów, ale wszystko się pomyślnie zakończyło. Zawiesznie było gotowe. Z niemałym problemem zdjęliśmy auto z kobyłek i... było nisko w porównaniu z oryginałem!

Lakier felg ATS


Wziąłem się za przygotowanie felg (pisałem o nich w poście: ATS PHONEDIALS) zgodnie z moją koncepcją. Naszlifowałem się jak cholera i napolerowałem. Lakierem zajął się znajomy lakiernik. Czarny półmat. Nie mogłem od razu nacieszyć się nimi bo leżałem wtedy w szpitalu. Tata odebrał za mnie felgi, a siostra wysłała mi MMS'em ich zdjęcia. Wyszło naprawdę bardzo ładnie. Kupiłem także nowe opony NANKANG 165/55 R13.

ATS PHONEDIALS


W końcu odnalazłem moje wymarzone felgi! ATS PHONEDIALS 13"/6" et32! Piękne! Polerowane ranty i biały środek. Nie pasowały jednak do końca do mojej koncepcji. Środki postanowiłem przemalować na czarno, a ranty dopolerować. Przymiarka felg na auto... i... niestety. Oryginalne szpilki są za krótkie! Kolejna "robota". Zakupiłem więc szpilki z Wartburga o długości 40 mm zamiast 28 mm. Z tyłu wymiana była prosta. Z przodu to inna sprawa, ale udało się. W końcu można było zupełnie poważnie przymierzyć felgi. Cholera! Kolejny problem! Z przodu felgi nie chciały pasować. Ocierały wewnętrznym rantem o zwrotnice. Trzeba wsadzić dystans, ale wtedy szpilki będą za krótkie i konieczna będzie kolejna wymiana szpilek. Trudno. Trzeba przecież dopasować felgi!

Do roboty panowie!


"Auto zdobyte! Teraz wszystko pójdzie jak z płatka! Chwila roboty, trochę kasy i mam mojego wymarzonego Trabanta!" - tak właśnie myślałem na samym początku. Prawda okazała się trochę inna... a właściwie zupełnie inna.

Stan auta po zakupie naprawdę wydawał się oszałamiający. Jednak... auto nie miało w ogóle hamulców z tyłu! Szczęki wytarte i niedziałające cylinderki! Zrozumiałą więc sprawą było zabranie się za remont układu hamulcowego. We wszelkich pracach od początku mogłem liczyć na mojego ojca - Andrzeja i Pana Zygmunta - jego dobrego kolegę, który dysponuje sporym, dobrze wyposażonym garażem z kanałem i ma doświadczenie jako mechanik samochodowy i nie tylko. Odkręcenie wielu zastanych i zapieczonych od lat śrub nie było takie łatwe... ale to wiadomo. Trzeba było się sporo nabiedzić żeby to wszystko ruszyć. Prace kosztowały sporo czasu. Ja niespecjalnie znałem się na mechanice Trabanta, mój ojciec podobnie, Pan Zygmunt kiedyś jakiegoś "robił" ale po latach już niewiele pamiętał. Problemem okazał się także brak czasu Pana Zygmunta. Na moje auto czas był zawsze wieczorami, gdy już wrócił z pracy i miał trochę wolnego. Nie raz zabieraliśmy się za coś i nie za dużo udało się zrobić bo zastawała nas ciemna noc.

Zrobiliśmy jednak w końcu remont tylnych hamulców. Nowe szczęki, cylinderki, odświeżenie bębnów, nowe przewody. Samochód zaczął hamować o wiele lepiej! Na zabranie się za przód jakoś nie było nigdy czasu, ale trudno. Ich stan nie był jeszcze zły.

Następna rzecz jaka mnie denerwowała to nierówno pracujący silnik. Diagnoza Pana Zygmunta wykazała, że może być to gaźnik. Zakupiłem wszystkie nowe uszczelki gaźnika. Przystąpiliśmy do usunięcia usterki. Okazało się, że gaźnik złożony był bez uszczelek! Masakra. Czyszczenie, przedmuchiwanie dysz. Składanie i regulacja. Czyszczenie odmy i nowe przewody do niej. Praca poprawiła się znacznie. Choć nie jest nadal idealna.

Co dalej?


Na takie pytanie próbowałem odpowiedzieć sobie na długo przed zakupem mojego trabanta. Wszystko zaczęło się od jakiegoś pomysłu i na tej podstawie budowało się marzenie, wizja samochodu. Pisząc o planach na to auto muszę kolejny raz wspomnieć o projekcie trabiCustomizer.com. Bardzo nie lubię się powtarzać, ale tym razem chyba nadszedł czas na rozwinięcie tego tematu.

Projekt ten z początku miał być tylko wektorowym rysunkiem, szkicem mojej wizji trabanta. Szybko jednako okazało się, że nie mam do końca spójnej wizji. W głowie cała sterta pomysłów. Brak zdecydowania na konkretne felgi, brak zdecydowania co do koloru, zderzaków. Żeby ułatwić sobie "projektowanie", umieściłem wstępnie wykonany rysunek trabanta we Flash'u, dodałem klipy zawierające w poszczególnych klatkach różne wersje felg i zderzaków oraz zrobiłem warstwę odpowiadającą za zmianę koloru nadwozia. Później okazało się, że nie wiem czy moje auto ma być sedanem ("limuzyna") czy wersją kombi ("universal"). Powstał zatem drugi rysunek nadwozia. Braki kolejnych dodatków wymusiły na mnie kolejne modyfikacje. Narzędzie do stworzenia projektu rozrastało się. Nie posiadało menu zrozumiałego dla każdego użytkownika, ale ja sobie przecież świetnie radziłem i wiedziałem co i jak.

Nie pamiętam jak doszedłem do pomysłu podzielenia się tym projektem ze światem. Niewątpliwie inspiracją były dla mnie podziwiane od zawsze projekty spod znaku BusSelecta.com. Oczywiście mój projekt przez to nie mógł być oryginalny. Ogólny wygląd i zasada działania miały być takie same aby uprościć obsługę. Nie uważam jednak abym popełnił tu jakiś plagiat.

W końcu przyszedł czas na wdrożenie pierwszej wersji w życie. Zakupiłem domenę, "załatwiłem" serwer. Program się powoli rozrastał i zmieniał. W chwili obecnej nie mam tyle czasu co wcześniej aby poświęcić go na ten projekt. Musiałem ustalić priorytety, ale nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa w tym projekcie.

W programie przeprowadziłem szereg różnych zestawień i miałem kilka projektów spośród których musiałem wybrać ten jeden jedyny projekt. Sprawa nie była łatwa i dokonanie wyboru trwało jeszcze sporo czasu po zakupie auta, ale wreszcie zdecydowałem się jak ma wyglądać moje auto.

Ogólny zarys projektu powstał. Niektóre szczegóły tkwią w mojej głowie, niektóre ciągle zmieniam i podejmuje decyzje na bieżąco, niektóre musiały ulec zmianą z przyczyn niezależnych ode mnie. Ogólnie jednak plan był taki: 601 look, czerwone klosze lamp z tyłu, ats phonedials, aluminiowe elementy, obłe zderzaki, seryjny kolor nadwozia i brązowy kolor dachu. Z resztą wszystko widać na rysunku.

Początek


Sam już nie wiem kiedy w mojej głowie narodził się pomysł na Trabanta, szybko jednak zaczął kiełkować i dorastać. Od razu wiedziałem, że mój Trabant nie będzie jakże klasycznym już Trabantem 601 wyposażonym w dwucylindrowy, dwusuwowy silnik. Zdecydowałem się na model 1,1 posiadający czterocylindrowy, czterosuwowy silnik 1043HZ pochodzący z VW Polo. Szukałem mojego Trabanta na wszystkie możliwe sposoby i jednocześnie tworzyłem projekt, który jeszcze bardziej przekonywał mnie do własnego Trabanta. Tym projektem był trabiCustomizer.com, ale to zupełnie inny temat.

Po dość długich poszukiwaniach znalazłem mój wymarzony egzemplarz. Założenie było proste. Samochód musi być w jak najlepszej kondycji blacharskiej (tak tak... Trabant wbrew powszechnemu przekonaniu, iż jest autem z "plastiku" faktycznie jest blaszanym "szkieletem" pokrytym duroplastem) co nie było tak łatwe w realizacji. Najważniejsze elementy blacharskie auta w wielu egzemplarzach jakie oglądałem wymagały wielu poważnych bardziej lub mniej napraw. W końcu jednak udało się odszukać Trabanta dla mnie dzięki pomocy "trabanciarzy" z Gniezna. Długo się nie zastanawiałem. Rozmowa z ojcem, który cały czas pomagał mi w odnalezieniu najlepszego egzemplarza i decyzja... jedziemy do Gniezna! Jak pomyśleliśmy tak też zrobiliśmy.

Był pamiętny dzień 11 sierpnia 2007 roku. W Gnieźnie czekał na nas John'ek. Zaprowadził nas do właściciela po drodze opowiadając o aucie, które wcześniej już wstępnie oglądał. Był to beżowy sedan rocznik '91. Po dojechaniu na miejsce i zobaczeniu auta byłem już mocno nakręcony... wtedy dostałem kluczyki i odbyłem jazdę próbną. Wsiadłem... małe zdziwienie... przekręcam kluczyk w stacyjce a tu nic. Już miałem powiedzieć, że chyba coś jest nie tak, gdy właściciel pokazuje mi na przycisk w obudowie kolumny kierowniczej mówiąc, że tu jest starter. Egzemplarze, które wcześniej oglądałem takich patentów nie posiadały... w tym ponoć było to od nowości choć nie sądzę. Patent jednak spodobał mi się! Auto odpaliło od razu po dotknięciu przycisku. Ruszyliśmy. Odszukanie każdego biegu nie sprawiało problemu w przeciwieństwie do Trabantów, którymi wcześniej jeździłem. Auto zbierało się ładnie... problem jakiś był w hamulcach jak okazało się później, bo z początku myślałem po prostu, że dwusekcyjny układ hamulcowy Trabanta bez jakiegokolwiek wspomagania, na lepsze hamowanie nie pozwala. Blacharka, która była dla mnie tak ważna po ocenie jaskółki, progów i podłogi została przez nas (ja, ojciec, John'ek) sklasyfikowana jako dobra! Tylny pas posiadał naloty rdzy... przedni też... ale to nie problem.

Transakcja nastąpiła zupełnie bezproblemowo. Cena (o której nie wypada pisać) zadowoliła jak sądzę obie strony. Spisanie umowy nastąpiło szybko, ale jak się okazało to nie był koniec. Sprzedający miał w komórce jeszcze sporo części, które dodał mi w cenie samochodu! Wśród nich zestaw czterech dodatkowych, oryginalnych kół, dwa koła z VW Golfa, zapasowe światła, części mechaniczne... ogólnie karton części.

Trasa do Łodzi nie sprawiła także problemów! Jechaliśmy autostradą... ja pierwszy, a za mną ojciec w Octavii. Jechaliśmy dość długo, ale nie znałem jeszcze tego auta i nie przekraczaliśmy 100 km/h.

Po dotarciu do domu byłem strasznie szczęśliwy i dumny! Następnego dnia jednak wyjeżdżałem na wakacyjny wypoczynek, więc już na samym starcie rozstałem się z autem na dłuższy czas.

Na koniec tego przydługiego posta pierwsze zdjęcia auta.


Nowsze posty Starsze posty
 

Liczba wyświetleń

Najpopularniejsze posty